Onegdaj pożaliłam się, że zostałam wykiwana w dwóch wymiankach pod rząd. Zdarza się, ale przykro. Zastanawiałam się długo, czy "rozedrzeć" buzię... I teraz, po jakimś czasie myślę, że podam adresy blogów tych osób, bo może kogoś uchroni to przed rozczarowaniami w zabawie - były to ta Pani (
klik) i ta Pani (
klik), która kilka razy zapewniała, że wysłała przesyłkę. Taka mała kłamczuszka ;)
Było-minęło...
Tym bardziej, że napisała do mnie Beatka z tego bloga (
klik) i zaproponowała prywatną wymiankę. Jej się marzyła bransoletka koralikowo-szydełkowa, a mnie - jedna, malutka, haftowana muffina - taka, którą mogłabym oprawić i powiesić w kuchni lub używac jako serwetkę pod kubek.
Wczoraj dostałam moją wymiankową paczuszkę, a w niej serwetke z 4 babeczkami, bo - jak powiedziała Beatka - jedna babka na imprezie to mało ;) Dodatkowo Beatka zrobiła dla mnie zawieszkę-muffinkę, optymistycznie żółte kolczyki i przysłała mnóstwo, mnóstwo przydatnych rzeczy. I bardzo kuszących łakoci. Zobaczcie:
Pięknie, pięknie dziekuję :)
A to bansoletka, którą zrobiłam dla Beatki.
Miłej niedzieli życzę wszystkim, którzy dotarli do tego miejsca ;)